Kate
Wybiegłam z domu na ulicę. Ciągnęłam za sobą
walizkę. Nie odwróciłam się ani razu. Nie chciałam patrzeć na Harrego. Gdybym
popatrzyła w te jego zielone oczy może bym zawróciła... Nie. Zdecydowanie nie.
Ludzie się na mnie dziwnie patrzyli. Cóż, raczej niespotykany to widok:
dziewczyna idzie szybko z walizką przez zatłoczone miasto. Dodajmy zapłakana i
raczej rozpoznawalna przez ludzi. Mimo to szłam. Sama nie wiem gdzie. Nie wiem
jakim sposobem, ale doszłam do parku. Usiadłam na ławeczce i oddałam się rozmyślaniom.
Pierwsze pytanie, które mi się nasunęło to dlaczego?! Dlaczego mi to zrobił?
Pewnie tego nie pamięta za dobrze go znam, ale przecież mógł bardziej się
kontrolować! A chłopcy? Czemu go nie powstrzymali.... Poczułam jak słone,
ciepłe łzy spływały mi po policzkach. Lekki, zimny powiew wiatru sprawił, że
zrobiło mi się naprawdę chłodno co mnie dobiło, bo nie lubię gdy jest mi zimno.
Zawsze Harry wtedy się do mnie przytulał i ogrzewał mnie swoim ciałem. Bardzo
to lubiłam więc czasami udawałam tylko po to aby przytulił się do mnie w TEN
sposób. Rozglądnęłam się w około. Spacerujący nie zwracali na mnie większej u
wagi, ale kilka było takich co wyglądali na zmartwionych, że siedzi sobie w
parku młoda dziewczyna i płacze. Niektórzy zaciekawieni, a inni mnie po prostu
rozpoznali i nawet robili zdjęcia. Nie wiem ile czasu tak minęło, ale w końcu
poczułam się senna. To mi przypomniało o tym, ze nie mam gdzie spać! Fuck!
Hotele w Londynie nie są za tanie, więc to rozstanie będzie mnie kosztowało
więcej niż myślałam. Przecież nie zadzwonię do Lou, Nialla, Liama, Zayna. Już
nie.. Straciłam ich wszystkich. Za dużo wspomnień, które bolały jak świeże
rany. Po raz kolejny poczułam wibracje w kieszeni. Już chyba po raz 30 Hazz do
mnie dzwonił. Choć wiedział, że i tak nie odbiorę. Powoli zaczęło się
ściemniać. Chciałam już wstać, aby poszukac noclegu gdy prawie krzyknęłam jak
jakiś szatyn dosiadł się do mnie. Chciałam uciec, ale coś mi mówiło (kobieca
intuicja) aby zostać.
- Hej! Co taka samotna i smutna tutaj
siedziesz?- zapytał.
- Ymmm Cześć..- przywitałam się. Nawet wysiliłam
się na uśmiech, bo on z jego twarzy nie schodził.
- A! Josh jestem.
- Kate.- podaliśmy sobie ręce.
- No więc co robisz tutaj, sama, o godzinie 20,
zapłakana, z wielką walizką w parku?
- A ty w parku o godzinie 20, w dresikach,
zaczepiający samotne dziewczyny?
- Pierwszy spytałem.
- Ugh- westchnęłam
- OK. Nie chcesz o tym mówić.
- Taaa
- I nie masz gdzie przenocować?
- Ale..
- To chodź- wstał- Oj!
- ??
- Wiem dziwnie to zabrzmiało..
- No trochę.
- Ale nie jestem jakimś zboczeńcem czy coś.
Jestem po prostu dobrym człowiekiem pomagającym ludziom w potrzebie- wypiął
dumnie pierś.
- A tymi ludźmi to same kobiety tak?- po raz
pierwszy dzisiaj się naprawdę uśmiechnęłam.
- Oj tam oj tam!- machnął ręką- Idziesz? Czy
nie? Moja dobroć ma swoje granice.
- Dobra.- wstałam- Chodźmy- powiedziałam to
pewnie i ruszyłam.
- Hello!
- Co?
- a walizka?- zapytał- już chciałam po nią
zawrócić, ale Josh złapał za rączkę walizki i pociągnął- Co? Myślałaś, że aż
takim chamem jestem, aby patrzeć jak kobieta nosi tak potwornie ciężką walizkę?
I ruszyliśmy w stronę domu Josha. Miałam
wątpliwości co do uczciwości Josha. Mimo iż wydawał się być bardzo miły to
jednak nocowanie u nieznanego faceta jest dość ryzykownym posunięciem.
Harry
Wybiegłem na ulicę za Kate. Nie było jej już.
Znikła. Przepychałem się między ludźmi wołając Kate. Jakieś dziewczyny chciały
mój autograf. Zignorowałem je. Myślami nie byłem sławnym Harrym. Tylko
zakochanym chłopakiem w dziewczynie, którą zranił i stracił. Wróciłem do domu.
Dzwoniłem do Kate, wiedząc, że i tak nie odbierze. Już zupełnie straciłem
nadzieję. To był już koniec….
"Whether we’re together or apart
We can both remove the masks and admit we regret
it from the start"
-------------
Jestem! Napisałam! Yay!
Znowu taki smutny :( Przepraszam. Ale mam nadzieję, że się spodoba :)
Jak nowy wygląd? ^^
Komentujcie,
piszcie @ann_ladybird
Do następnego! xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz