czwartek, 20 grudnia 2012

Die young


Obudziłem się w dziwnym miejscu. Na pewno nie w domu. Zapach był  nieprzyjemny, obcy. Głowa mnie bolała, nawet bardzo. W żołądku mnie skręcało. Po kilku minutach intensywnego myślenia dotarło do mnie gdzie jestem i dlaczego tu jestem.  Przypomniały mi się sceny z tamtego wieczoru.  Nawet nie wiem ile dni temu to się zdarzyło. Aż słabo mi się zrobiło. Poczułem, że ogrania mnie smutek, żal, i gorycz jakiej w życiu nigdy nie czułem, że nie udało mi się. Byłem w szpitalu po nie udanej próbie samobójczej. Myślałem, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Jednak nie.  Czułem się jeszcze gorzej niż wtedy. I to uczucie: byłem kompletnym nieudacznikiem. Nawet zabić się nie potrafiłem.
Jestem Harry Styles, mam 18 lat, a moje życie to jedna wielka porażka.  Nigdy nie czułem się tu dobrze. Od zawsze wiedziałem, że sam muszę to wszystko skończyć. Niestety nie było mi to dane. Ludzie myśleli, że ze mną wszystko jest OK, ale w środku byłem pusty, bez jakich kolwiek uczuć. Taki wrak. Nigdy nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Miałem znajomych. Przyjaciół nigdy. Odludek- Harry. Od zawsze było cos ze mną nie tak.  Ludzie mnie przeważnie unikali. Tylko dziewczyny nie.  Czegokolwiek bym nie dotknął to niszczyłem, raniłem, zostawiałem niedokończone. Każda dziewczynę zostawiałem bez słowa. Wiem, że płakały, ale co ja na to mogłem poradzić? W końcu wszyscy mnie zostawili, bo zauważyli, że tylko marnują czas. Sam. Sam przez całe życie.
Z tych przemyśleń wyrwała mnie pielęgniarka. Dała mi coś paskudnego do jedzenia. I wpuściła moją rodzinę. Jakoś nie miałem ochoty ich oglądać. W sumie to nigdy nie miałem. Zamiast mnie zapytać czy się dobrze czuję, zaczęli mi robić wyrzuty: dlaczego IM to zrobiłem? Czy wiem jak się ONI czuli? Zawsze oni i oni. Przez to wszystko wgl nie chciało mi się z nimi rozmawiać. Dobra znowu, nigdy nie chciałem. Unikałem ich zawsze jak tylko nadarzyła się okazja.  Wiedziałem, że mnie kochają i takie tam, ale ja nie potrafiłem. To smutne. Ja tak na prawdę nigdy nikogo nie kochałem. Tyle ludzi zraniłem. Kiedyś myślałem, że to TO, jednak to wszystko były złudzenia.
W końcu przestali narzekać. Narzekali na wszystko od pogody do mojego nieudanego samobójstwa. I nastała cisza. Mnie to nie krępowało. Lubiłem cisze. Za to moją rodzinę najwidoczniej tak. Nie lubili gdy jest cicho. Nie lubili słuchać, tylko gadać. Wtedy poczułem, ze miedzy nimi a mną wyrósł mur.  Wielki, gruby, nie do przeskoczenia. Koniec. Może teraz sobie Pójdą i mnie zostawia w spokoju? Na szczęście jak na życzenie wyszli. Chyba ich to wszystko przerosło. Żal mi się ich zrobiło. Wiem, że mnie kochają, ale nie potrafią tego pokazać…
Zostałem sam. Znowu. Jakoś się tym nie przejąłem. Tylko pielęgniarka do mnie przychodziła. Tak mijały dni.
Nawet nie wiem ile dni upłynęło gdy do mojego pokoju wszedł lekarz i oznajmił:
- Styles, wstawaj. Pójdziesz teraz na stołówkę. Już na tyle zdrowy jesteś.- zauważył moja nie zadowoloną minę- Nie rób scen tylko wstań i chodź tam. Pani Steph cie tam  zaprowadzi. Aż tak chory to ty nie jesteś. Już nawet nie powinieneś tu być- i wyszedł.
Wstałem, ale po chwili opadłem na łóżko. Moje nogi nie utrzymały mojego ciężaru. Za długo leżałem. I bałem się. Bałem się jak cholera. Tych ludzi, wszystkiego. Widząc wzrok pielęgniarki „ jak dla mnie mógłbyś już nie żyć”. Wstałem i poszedłem tam. Stołówka była dosyć duża i prawie wszystkie stoliki zajęte.  Podszedłem do lady i dostałem coś co przypominało maź, a było gulaszem.  Usiadłem przy jedynym wolnym stoliku. Niektórzy co jakiś czas na mnie spoglądali, ale pewnie dlatego, że byłem na stołówce po raz pierwszy. To co najbardziej rzuciło mi się w oczy to, że prawie wszystkie głowy były łyse. Oni to mają problemy nie to co ja. Co ja wgl tu robię?! Nawet się śmiali ja to nawet nie pamiętam kiedy ostatnio się uśmiechałem. Wtedy dostrzegłem dziewczynę, która siedziała na drugim końcu stołówki. Nie jadła. Przyglądała się każdemu z obecnych. Miała złoto-rude średniej długości włosy, na oko była w moim wieku. Niestety siedziałem za daleko, więc nie widziałem jaki kolor mają jej oczy. Usta o bardzo malinowym kolorze kontrastowały z nienaturalnie bladą cerą. To wszystko sprawiło, że jedyna myślą było: „Jaka ona jest PIĘKNA!”
Na następny dzień o tej samej godzinie poszedłem na obiad. Znowu tam siedziała, nie jadła, a obserwowała. Na jej widok dziwne ciepło rozlało się po moim ciele, którego wcześniej nie czułem.  Gdy jadłem czułem  na sobie czyjś wzrok. Za każdym razem gdy podnosiłem wzrok ona uciekała i spoglądała na kogoś innego. Kolejne kilka dni wyglądały podobnie. Byłem już na tyle zdesperowany, bo nie wiedziałem o co w tym wszystkim chodzi podszedłem do niej zupełnie nie wiedząc co powiedzieć.
- Cz- cześć- przywitałem się. Nic nie odpowiedziała.- Jestem … - zupełnie zapomniałem co mam powiedzieć- H-h-harry.- znowu nic. Po jakieś minucie, która trwała wieczność odpowiedziała:
- Jesteś tu nowy?-  zapytała jakby nie słyszała mojej wypowiedzi.
- W sumie to nie wiem.- była to prawda. Zupełnie nie wiedziałem ile już jestem w szpitalu.
-  Oh. Jestem Hannah.- posłała mi życzliwy uśmiech. Teraz zauważyłem ,że jej oczy maja kolor niebieski pomieszany z zielonym, a nawet złotym. Mógłbym siedzieć godzinami i patrzeć na te cuda.
- A ty ile ty jesteś?- zapytałem. Trochę jej się zaszkliły oczy. Kurcze złe pytanie. Już chciałem zmienic temat, ale mi przerwała.
- Sama nie wiem po 5 miesiącach przestałam liczyć. Pewnie zastanawiasz się dlaczego akurat tu siedzę.- zmieniła temat jakby nigdy nic.- Dlatego, że z tąd widać każdego. Mogę się wszystkim przyjrzeć. Lubię obserwować ludzi.
- Oh.- nie wiedziałem co powiedzieć.
- Ostatnio mało nowych osób tu przychodzi. Pojawiłeś się tu jakoś ostatnio.- spojrzała na mnie.
- Ah.- znowu nie wiedziałem co powiedzieć.- ymmm , w którym pokoju mieszkasz?
- W pokoju 324.
- O! To blisko mnie! Ja 310.- w tym momencie zadzwonił dzwonek i musieliśmy wyjść ze stołówki.
W nocy zupełnie nie mogłem spać. Byłe zbyt podekscytowany jutrem, że ją spotkam.
Na obiedzie siedziałem z Hannah. Przez dłuższą część posiłku milczała. Trochę mnie to krępowało (już wiem co czuli moi rodzice), ale zielonooka (bo taki miały dzisiaj kolor) najwidoczniej wcale się tym nie przejmowała. W końcu się odezwała.
- Dlaczego tu jesteś? Samobójca?- zatkało mnie. To aż tak bardzo widać?
- Yyy tak.- spuściłem głowę.- A ty?
- Spójrz- zmieniła temat jak ostatnio.- wskazała na 4 osobowa grupkę.
- Nom.
- Zawsze 5 minut przed dzwonkiem wstają. Zawsze w odpowiedniej kolejności. Wysoki- w tym momencie wstał jakiś chłopak. Faktycznie dość wysoki.- Potem niski- tak samo- Gruby- znowu- a ten w okularach zawsze spóźnia, podchodzą do lady, mówią coś pani Smith i.. – w tym momencie zabrzmiał dzwonek- zajmuje im to 5 minut. Zabawne co nie? Ja też za to tu jestem. Do zobaczenia jutro, Harry.- wstała i ruszyła w stronę wyjścia.
Co? Ona? Co? Przez pół nocy zastanawiałem się o co mogło jej chodzić. Nad ranem dostałem olśnienia. Ona jak ja chciała się zabić. Tylko dlaczego? Jak?
Znowu siedziałem z Hannah na obiedzie. Milczała. Od koniec obiadu jak mówiła wczoraj. Ta 4 osobowa grupka wstała, w tej samej kolejności. Zadzwonił dzwonek. Po tym Hannah bez słowa wyszła.
Jak zwykle leżałem w nocy nie mogąc zasnąć. W pewnym momencie usłyszałem chrzęst, trzaski i moim oczom ukazała się ciemna postać. Od razu poznałem, że to Hannah.
- Mogę?
- Hmm?
- Nie potrafię zasnąć
- Ja też.
- To?
- Tak. Chodź.- podeszła i wślizgnęła, się pod moja kołdrę. Jeszcze nigdy tak szybko i tak dobrze mi się nie spało. Rano obudziłem się, a ona dalej leżała przy mnie.
- Śpisz? – zapytałem.
- Nie. Harry? – nie czekają aż coś powiem zaczęła- Ja tez chciałam się zabić. Moje rodzina mnie zawsze olewała. Nigdy nie poświęcili mi choć 5 minut. Wysyłali mnie na kolejne zajęcia, aby się mnie pozbyć. Tym razem to był kurs żeglarski- węzły.  Któregoś dnia postanowiłam to zrobić. Zawiązałam węzeł na szyi, zaciskałam go co raz bardziej. Czułam jak mi się wpija w skórę, czułam jak co raz mniej tlenu znajduje się w moich płucach. Myślałam, że to już, koniec. Niestety obudziłam się tu. Po raz pierwszy ktoś z mojej rodziny się mną zainteresował. Od tamtej pory byli tu raz.
- Ah. Oj. Oh.- zupełnie zapomniałem języka w gębie- A ja zjadłem całe pudełko tabletek. Nawet nie wiem jakich. To tyle.
- Mhm. Chodź pokażę ci coś…
Tymi słowami zaczęła się najcudowniejsza historia mojego życia. Na początku wydawało mi się, ze Hannah jest cicha i zamknięta. Okazało się, że jak przebywała w moim towarzystwie zachowywała się zupełnie inaczej. Pokazała mi cały szpital. Biegaliśmy tam i z powrotem. Potrącaliśmy lekarzy, pielęgniarki, zamienialiśmy wózki, podkradaliśmy różne rzeczy. Zachowywaliśmy się jak dzieci. Dopiero w wieku 18 lat czułem się dzieckiem. Razem z Hannah ciągle się śmialiśmy, było cudownie. Przyzywałem dzieciństwo po raz drugi tylko z tą różnicą, że było ono szczęśliwe. Co noc Hannah przychodziła do mnie. Dopiero teraz poczułem, że żyję, a nie w jakimś koszmarze. Minęły 2 tygodnie albo 3 albo więcej. Przyszła do nas pielęgniarka i oznajmiła:
- Hannah, idziesz ze mną do psychologa. Czas zacząć terapie.
- CO?!- krzyknęliśmy   oboje.
- Nie co tylko idziemy.- Hannah nie miała nic do powiedzenia. Wstała i wyszła.
Gdy zamknęły się za nią drzwi zacząłem krzyczeć. Przyszła pielęgniarka i powiedziała żebym tak nie krzyczał, bo i tak ona mnie nie usłyszy. Darłem się co raz głośniej. Dali mi jedzenie. Nie zjadłem tylko krzyczałem. W końcu przyszedł lekarz, podali mi środki uspokajające. Totalnie mnie ogłupiły, ale myśl o Hannah była silniejsza krzyczałem jeszcze głośniej. Gdy przełykałem ślinę czule krew w ustach. W końcu zdarłem tak gardło, ż nie mogłem wydusić z siebie ani jednego dźwięku choć nadal próbowałem krzyczeć. Pod koniec dnia przyszła Hannah.
- Tęskniłam.
- ja też- ale żaden dźwięk ze mnie nie wyszedł.
- wiem- i pogłaskała mnie po policzku.
Na następny dzień wzięli mnie do psychologa. Nie ważne o co by zapytał ja mówiłem „Hannah”. Trochę jak zabawa w „pomidor”. Po południu odesłali mnie widząc, że raczej nic ze mnie nie wyciągnął.
Rano przyszła pielęgniarka i powiedziała:
- Na terapię będziecie chodzić razem.- To chyba była najwspanialsza informacja jaką mogłem usłyszeć. Od tamtej pory chodziliśmy z Hannah tam do psychologa. Oczywiście nic sobie z tego nie robiliśmy: milczeliśmy przez całe zajęcia albo robiliśmy sobie żarty z pani Marthy. Trwało to chyba dosyć długo, bo w końcu przypisała nam leki mówiąc, że nam pomogą. Nie musiałem patrzeć na Hannah, by wiedzieć jaki ma pomysł.
Na początku musiałem zjadać te tabletki. Gdy w końcu udało mi się zdobyć ich zaufanie mogłem sam je spożywać. Oczywiście te go nie robiłem tylko odkładałem tabletki do pudełeczka. Nie wiedziałem czy Hannah tez tak robi, ale wiedziałem, ze tak jest.  Tylko nie wiedziałem kiedy to nastąpi.
Któregoś dnia biegając  po szpitalu weszliśmy do łazienki. Było tam lustro. Na początku się nie poznałem. Zobaczyłem chłopaka o wychudzonej twarzy, wyraźnymi kośćmi policzkowymi, włosami do ramion, ale nadal każdy był w inna stronę, oczy należące jakby do szaleńca. W sumie to nim byłem. Trochę mnie to przeraziło, ale doszedłem do wniosku, że jestem w szpitali i co mi tam.
Jak co wieczór, Hannah do mnie przyszła. Tym razem trzymała 2 kubki i woreczek. Podała mi jeden z kubków, w środku była woda.  Byłem na to gotowy jak nigdy. Wyciągnąłem moje tabletki i zacząłem zażywać jedna po drugiej. Położyłem się na łóżku, Hannah obok mnie. Delikatnie dotknąłem jej dłoń i splotłem nasze palce w uścisku.
- Hannah?Kocham cię.
- Harry? Kocham cię.- po raz pierwszy usłyszałem to od kogoś, po raz pierwszy to powiedziałem i wiedziałem, że to prawda. Odwróciłem głowę. Złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku, a zarazem namiętnym.


„Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść 
To przecież dobrze, dobrze o tym wiem 
Chciałbym umrzeć przy tobie 
Nie na krześle, nie we śnie 
Nie w spokoju i nie w dzień 
Nie chcę łatwo, nie za sto lat 
Chciałbym umrzeć z miłości 

Nie bez bólu i nie w domu 
Nie chcę szybko i nie chcę młodo 
Nie szczęśliwie i wśród bliskich 
Chciałbym umrzeć z miłości"



 W tym momencie przypomniało mi się co tak naprawdę trzymało mnie tak długo przy życiu i sprawiało mi przyjemność. Śpiew. Jedyna rzecz, która kochałem i potrafiłem. Czysty dźwięk wydobył się z moich ust:

Shut the door 
Turn the light off
I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try
Heart beats harder
Time escapes me
Trembling hands touch skin
It makes this harder
And the tears stream down my face 

Nie wiem czy to słyszała, bo ja od razu zapadłem w głęboki sen.
Poczułem ciepło na policzku. Otworzyłem oczy. Nade mną stała Hannah. Uśmiechała się, widać było, że jest szczęśliwa.
- Chodź. – podała mi rękę. Nie zastanawiając się wstałem i ruszyłem za nią. Kiedy byliśmy w drzwiach lekarz przebiegł przeze mnie. Nawet mnie to nie zdziwiło. Odwróciłem się i zobaczyłem mnie i Hannah. Nasze ciała były takie.. Male. Lekarze próbowali nas ratować. Fakt, że zobaczyłem się tam nie zaskoczył mnie. Nawet ucieszył. Popatrzyłem na Hannah, a ona tylko pokiwała głową i pociągnęła mnie dalej.
Szliśmy po korytarzu. Lekarze na mijali i wgl na nie widzieli. Rozglądałem się. Dzieci lezące w salach machały do nas. Ja im odmachiwałem. Przez cały czas trzymałem Hannah za rękę. Teraz wyglądała pięknie. Cała promieniała. W połowie drogi do wyjścia jakiś mały do na dołączył. Wszyscy gdzieś biegali ,a my szliśmy. Machaliśmy do każdego dzieciaka, wszystkie się do nas uśmiechały. Czułem się jak bohater. W końcu doszliśmy do głównego wejścia szpitala.  Było tam taki „zaplecze” pielęgniarek. Telefony dzwoniły beż przerwy. Hannah złapała mnie za drugą rękę. Posłała mi uśmiech.
- Harry?- zanim cokolwiek powiedziała znikła. Przeraziłem się. Popatrzyłem dookoła mnie. Nie było jej nigdzie. Przeraziłem się. Tylko ten mały chłopiec stał obok mnie. Nagle wszystko zaczęło znikać. Korytarz, wejście, lekarze, wszystko. Pochłaniała ich biel. Nawet ten chłopiec znikł. Zostałem sam. Widziałem tylko pielęgniarkę, która wybiera jakiś numer i mówi do słuchawki;
- Pani Styles…- wtedy i ona znikła, nic mnie już nie otaczało.
- ….umarł.- niczego już nie słyszałem.

Now I feel I am on my road 
Now I feel I can change the world 
You'll never die 
And you're all my life 
I say you'll never die 
In my heart you're still alive 

Now I know I am not alone 
Now I know I can touch my soul 
I dream of place where I could stay 
I say I dream of place 
Where I'll meet you once again 

One day we'll die 
Your love will stay 
As long as mine 
You were all my life 
It was fine to love you 
You'll be on my mind 
Forever 

Many times I looked in the sky 
Many times I looked in your eyes 
Cry baby cry 
Cause time's passing by 
I promise now 
I will never let you down 

One day we'll die 
Your love will stay 
As long as mine 
You were all my life 
It was fine to love you 
You'll be on my mind 
Forever 

Hannah złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się do mnie. Potem byłem jeszcze szczęśliwszy.

------------------
Yay! Drugie opowiadanie! Mam nadzieję, że się wam spodoba. Jeśli wystąpią jakieś błędy to przepraszam. Jestem chora akurat przed świętami -.- wiec miałam czas to napisać.
Komentujcie!!! chociaż jeden komentarz! 
Wygląd powinien się zmienić, ale nie mam jeszcze tła i nie wiem jak się to zmienia.. Tak poza tym wszystko będzie ok :) 
@ann_ladybird xx

piątek, 14 grudnia 2012

MSC

Kolejny dzień i znowu do pracy... ale przynajmniej lubię moją pracę, pracuję w Milk Shake City. Starałam się o tę pracę pond pół roku. Nie chciałam pracować nigdzie indziej Mimo iż zawsze był tłok, głośno 
to i tak uwielbiałam to miejsce. Pewnie dlatego, że przychodzą tu chłopcy z One Direction. Tak ,jestem directionerką. Mam 19 lat. Ktoś by powiedział,że jestem za stara, ale heloł jestem w ich wieku! O 14 zaczynałam pracę więc musiałam się pospieszyć! Za 10 minut zaczynam, a przede mną kawał drogi. O 14:58 wbiegłam do lokalu. Kate i Mark oczywiście już byli. Moi znajomi prawie przyjaciele. Prawie czasami gdzieś z nimi wyskoczę. A zresztą nie ważne. Wbiłam w odpowiednie ciuszki i byłam gotowa aby miksować, mieszać itp. itd. Najfajniejsze w tej pracy było to, że mogłam przyżądzać shake z wymyślonej przeze mnie receptury. Czułam się jak jakiś chemik. hehe Miałam kilka stałych klientek, które uwielbiały moje mikstury. Najwyraźniej miałam do tego dar. Ok. 15 zrobiło się zamieszanie. To mogło oznaczać tylko jedno... Ktoś z 1D przyszedł... Ufff Próbowałam się jakoś opanować. Nie codziennie zdarza się obsługiwać jednego z twoich idoli. Kate mnie tylko poklepała po ramieniu i uśmiechnęła się. Gdy nagle usłyszałam TEN zachrypnięty głos. Prawie podskoczyłam. Myślałam, że tam zejdę.
- Poproszę, shake... Hmmm Jaki mi pa.. Emily polecasz?- popatrzył mi się tymi cudownymi, zielonymi oczami i uroczo się uśmiechnął.
Umarłam. Ale.. skąd on znał moje imię?! Aaa no tak plakietka -_- czasami jestem taka ułomna.
- Eeee Może coś sama przygotuję?- zaproponowałam.
- Hmmm no dobrze- znowu. Znowu umarłam. Jak on to robi?! W szerokim uśmiechu ukazał swoje równiutki ząbki i te dołeczki, o których śnię. LOl chyba mnie pojebało... Z trzęsącymi się rękami zaczęłam przygotowywać napój. Starałam się jak mogłam. W końcu mi się udało.
- Proszę- podałam mu.
- Ile płacę?
- 2 funty
- Proszę- podając mi pieniądze delikatnie musnął moja rękę. Lekki dreszczyk przeszedł po moim ciele.
- Smacznego!- powiedziłam kiedy zaczął pić shake.
- Dzięki- i już go nie było. Stałam jak wryta. To się nie działo na prawdę. OMG! Wszystkie laski się na mnie patrzyły na drzwi to na mnie i na odwrót. Jakby same nie mogły uwierzyż, że był tu przed chwila sam Harry Styles. ***
Znowu do pracy. Tym razem szłam ze zdecydowanie lepszym humorem. Po wczorajszych wydarzeniach zaczęło mi się chcieć żyć. Zdecydowanie to był najlepszy dzień w moim życiu. Weszłam do Milk Shake City.
- Ktoś tu był i pytał się o ciebie to powiedziałam, że będziesz tu o 15.- tymi słowami przywitała mnie Kate. Yyyy CO?! KTO?! Popatrzyła na zegarek dochodziła 15. Chciałam się zapytać, ale ona już obsługiwała klientów. Cała podenerwowana ubrałam się i poszłam na swoje stanowisko. w tym momencie dokładnie jak wczoraj zrobiło się zamieszanie.. to chyba sen. Podniosłam wzrok, Harry stał dokładnie na przeciwko mnie.
- yyy hej- wydukał- czy mogłabyś pójść ze mną gdzie nie ma ludzi?- nie patrzył mi w oczy tylko na swoje dłonie, którymi się bawił. Czy on się właśnie zapytał... co?
- N-no pewnie- udawałam pewna siebie choć w środku byłam cała podenerwowana- Chodź tam.- Wskazałam na drzwi, które prowadziły na zaplecze. Harry posłusznie wszedł tam. Nie czułam się zbyt komfortowo, bo mogłam się załozyć, że wszyscy zebrani podsłuchują.. więc postanowiłam pójść do chłodni... xd- może tu?-spytałam.
-P-pewnie.
- No więc o co hcodzi?
- No bo ja- Zamknął na chwile powieki jakby się nad czymś zastanawiał. W tym czasie podchodził do mnie bliżej i bliżej. Kiedy był na tyle blisko, że widziałam każdy szczegół jego idealnej twarzy i czułam jego oddech na swojej twarzy. Myślałam, że zaraz tam zemdleję. Tak blisko Harrego Styles'a... Jeszce kilka centymetrów i mogłabym go pocałować... Emily o czym ty myślisz?! To przecież nie możliwe.
- Ja chciałbym. no- spojrzał w moje oczy. Jakby czas stanął w miejscu. Odetchnął i wypuścił powietrze. Chciał coś bardzo powiedzieć.- Dałabyś mi przepis na twojego shake'a?- powiedział to tak cicho, ze prawie nie usłyszałam.
-Yhm- zgubiłam wątek- no jasne- wydukałam. Podałam mu ten przeklęty przepis.
- Dzięki- uśmiechnął się. Gdy wychodził z chłodni w drzwiach zatrzymał się, ale po chwili nic nie mówiąc wyszedł. Totalnie zszokowana stałam wśród tych owoców i warzyw. Czułam się jakby mnie ktoś oszukał. No, ale co ja sobie wyobrażałam? Nic nie powinnam. Taką jak ja to tylko o przepisy się można pytać... Wyszłam z chłodni i przez zaplecze do lokalu. Wszyscy się patrzyli na mnie pytającym wzrokiem. Ja tylko pokiwałam głową. Na szczęście nikt o nic nie pytał. Tylko gdzieś w głębi lokalu słyszałam szepty. W sumie powinnam się cieszyć: rozmawiałam z Harrym Stylesem, smakował mu mój shake, poprosił mnie o przepis, ale.. No własnie 'ale'. Czułam jakby tu czegoś brakowało... ***
Dziś na szczęście nie idę do pracy. Nie mam ochoty tam iść. Chyba po raz pierwszy. Siedziałam w domu i nic nie robiłam zamiast się uczyć czy coś. Gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Kto to może być i czego ode mnie chce? Z walącym jak młot sercem, poszłam otworzyć drzwi. Nikogo tam nie było. Dziwne chciałam zamknąć, ale usłyszałam kroki na dole. Zeszłam po schodach. Trochę nie zadowolona, że ktoś robi sobie głupie żarty. Jak na każdą normalną osobę przystało miałam zwyczaj do siebie gadać..
- Mam nadzieję, że to ty Harry, wiesz? No pewnie, że nie. Naprawdę cię nie rozumiem. Wtedy jak Ci dawałam ten przepis. Patrzyłeś się na mnie...Ugh co ty wgl gadasz Emily? I tak go tu nie ma..- Wzdychnęłam. Obróciłam się na pięcie i o mało co na zawał nie padłam. Stał przede mną Harry. Szczerzył się jak głupi. Zaczerwieniłam się, bo zapewne usłyszał to co mówiłam... Oh God..
- Też tak myślę. Zachowałem się jak tchórz. Uprzedzając twoje pytanie Kate dała mi twój adres. Wcale nie chciałem się pytać ciebie o shake, choć bardzo mi smakował tylko...- w tem delikatnie dotknął mojej ręki i... pocałował mnie!- chciałem to zrobić. Wybaczysz?
- Zastanowię się - złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Nadal nie wierząc, że to się dzieje na prawdę. Ja i Harry. wow. z reszta czy to ważne? Zastanowię się nad tym później... :*
THE END


----------------
Tadam!! Mój imagin! Yay! Napisałam go już kiedyś, ale postanowiłam go tu opublikować. Taki słitaśny. Kolejny (już napisany taki nie będzie hue hue bójcie się). 
Komentujcie! ;) xx

Hello :)

Cześć tu Ania, bo tak mam na imię... ummm co by tu napisać... Jest to mój pierwszy blog, własny blog (jeden prowadzę z przyjaciółką). Mam kilka pomysłów. Mam nadzieję, że się wam spodobają.
Chodzę do 3 gimnazjum więc moje posty będą dodawane zapewne nie regularnie (nauka itp.).
To chyba tyle!
Komentujcie!
@ann_ladybird to ja na tt!
Bye! xx
P.S. Wszystkie opowiadania będą o One Direction i MOŻE z osobami z nimi związanymi (nigdy nie wiadomo jaki pomysł mi przyjdzie do głowy). :)