
--------------------------------------
Kate
Obudziłam
się. Głowa i plecy bardzo mnie bolały. Może dlatego, że leżałam na kanapie?
Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w czyimś domu. Na czyjejś kanapie. Bardzo nie
wygodnej. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Całkiem ładnie urządzone, kilka
półek, szafek, mnóstwo zdjęć i książek. Nadal nie wiedziałam co tu robię. Gdy
usłyszałam głos jakiegoś- nie Harrego mężczyzny wszystko mi się przypomniało.
Aż zawróciło mi się w głowie. Wczoraj wieczorem Josh mnie przygarnął do siebie.
Miło z jego strony.
-O! Już wstałaś!
Przygotowałem ci śniadanie!
- Cześć. –
uśmiechnęłam się.- która jest godzina?
- 9. Zaraz idę
do pracy. Proszę- podał mi talerz z tostami.- No jedz, jedz!
- Ehhh-
westchnęłam. W ogóle nie chciało mi się jeść.
-Co? Nie lubisz
tostów?- zrobił smutną minę.
- Nie, lubię
tylko nie mam jakoś ochoty jeść…- zrobił jeszcze smutniejsza minę.
- To ja
wychodzę. Pa.- obrócił się na pięcie. Rzucił mi spojrzenie typu: ‘ Ja tu wrócę
i sprawdzę czy zjadłaś’.
Ledwo co
wpakowałam w siebie te tosty. Aż słabo mi się zrobiło. Przykryłam się kocykiem,
bo jakoś chłodno się zrobiło i włączyłam telefon. Nie zaskoczyło mnie to co
zobaczyłam na ekranie:
„30
nieodebranych połączeń od Hazzuś :*”
„10
nieodebranych połączeń od Boo Bear ;)”
„20
nieodebranych wiadomości”
Nie chciało
mi się tego czytać. Doskonale wiedziałam co tam będzie. Każdy się pewnie o mnie
martwił. Byłam dziwnie zmęczona, więc usnęłam. Po raz kolejny gdy się obudziłam było
zupełnie ciemno. Wzięłam telefon do ręki chcąc sprawdzić godzinę. Była 3 w
nocy, a wyświetlacz tak dawał po oczach, że prawie mi wypadł z ręki.
Kolejny
dzień wyglądał tak samo. I kolejny i kolejny… Spałam, jadłam(nie wiele),
płakałam, od czasu do czasu gadałam z Joshem. Czułam się fatalnie. Po pierwsze, że w sumie to wykorzystywałam
Josha. Po drugie (nie chciałam się sama przed sobą do tego przyznać) tęskniłam.
Tęskniłam za wszystkimi, a zwłaszcza za Harrym. Z każdym dniem pogrążałam się w
czarnej otchłani rozpaczy.
Najgorszy
był weekend. Nie chciałam tego-spędzać czasu z Joshem. Lubię go i jestem mu
wdzięczna za to, że mnie przygarnął, ale nie potrafiłam. Udawałam, że śpie
tylko po to aby z nim nie rozmawiać. Sama nie wiem dlaczego tak robiłam. Chyba
bałam się mu spojrzeć w oczy. Wstydziłam się za siebie. No bo jak ja wyglądam?
Wory pod oczami, włosy każdy w inna stronę, ubrana w jakiś stary dres.
Josh
Martwię się
o Kate. Ciągle śpi, mało je. Już nie wiem co mam robić. Nie chce ze mną
porozmawiać. Przecież jej nie wyrzucę. Nie mogę. Szkoda mi jej.
Jak był
weekend to mnie unikała jak się tylko da. Widziałem to. Nie jestem ślepy.
Zabolało mnie to. No ale nie będę naciskał nie to nie.
~2 tygodnie
później~
Kate
Jest ze mną
co raz gorzej. Chciałbym ‘wyprowadzić’
się od Josha, ale nie potrafię nie mam siły. Często mnie brzuch boli, mam
mdłości. Całe dnie leżę na tej cholernej
kanapie i patrzę w sufit myśląc o niczym. A kiedy wraca z pracy udaję lub po prostu śpię.
I tak ciągle. Ta sytuacja przytłacza mnie co raz bardziej.
W końcu nie
wytrzymałam. Gdy Josha nie było. Ubrałam się i poszłam do apteki. No bo co
innego mogłam zrobić? Nigdy nie chorowałam. A to mi wygląda na jakąś depresję
połączoną z zatruciem pokarmowym. Weszłam i powiedziałam pani co się ze mną
dzieje i żeby mi coś dała. Ona nic na to nie odpowiedziała tylko mi dała trzy
opakowania czegoś. Nawet nie popatrzyłam. Zapłaciłam i wróciłam do domu. Jeśli
tak mogę powiedzieć o mieszkaniu Josha. Powiedzmy do tymczasowego miejsca
zamieszkania. Weszłam do łazienki. Wyjęłam opakowania z siateczki. Napis
głosił: „Test ciążowy”. ‘Ahaha bardzo śmieszne’- pomyślałam. Już chciałam
wyrzucić do kosza, ale w sumie to czemu nie. Zawsze warto. Przeczytałam instrukcję
i zrobiłam co należy. Odczekałam chwile. Zrobiła kolejny. Potem następny. Za
każdym razem to samo. Usiadłam i rozpłakałam się. Dodatni, dodatni, dodatni. Ale… nie teraz! Miałam mętlik w głowie.
Wiedziałam jedno to dziecko było Harrego. Postanowiłam nic nie mówić Joshowi.
Wstałam, pozbierałam testy, opłukałam twarz zimną wodą, wyszłam z łazienki i
usiadłam na sofie.
“Can we take the same road two
days in the same clothes
And I know just what she’ll say if I make all this pain go
Can we stop this for a minute?
You know, I can tell that your heart isn’t in it or with it”
And I know just what she’ll say if I make all this pain go
Can we stop this for a minute?
You know, I can tell that your heart isn’t in it or with it”
-------------
Kolejny!
Cisze się ktoś? Przepraszam, ze taki nudny no, ale musiałam. Kolejny będzie
ciekawszy (mam nadzieję). No i mam nadzieję, że nie obrazicie się za wątek z
dzieckiem? Będzie ono potrzebne później xd Ale o tym w następnym rozdziale.
Jeśli czytasz
komentuj! Prozę to dla mnie dużo znaczy albo napisz na TT @ann_ladybird J
xx
Na
pożegnanie Harry *-* Juto ma urodziny więc złożę mu tu już: WSZYTKIGO
NAJLEPSZEGO!!!



